Fragment książki „Obserwuję cię”

Gorąco zapraszamy do zapoznania się z fragmentem pozycji wydawniczej, zatytułowanej: "Obserwuję cię”.

ROZDZIAŁ 1
ŚWIADEK

Popełniłam błąd. Teraz to wiem.

Jedynym powodem, dla którego zachowałam się tak, a nie inaczej było to, co usłyszałam w tamtym pociągu. I powiedzcie mi, ale tak szczerze – co wy byście poczuli na moim miejscu?

Aż do tamtej chwili nie uważałam się za pruderyjną. Ani naiwną. Zgoda, wychowywano mnie w sposób raczej konwencjonalny, niektórzy mogliby nawet uznać, że rodzice trzymali mnie pod kloszem, no ale… błagam. Spójrzcie na mnie teraz. Swoje przeżyłam. Dużo się nauczyłam. Na skali moralności moje życie plasowało się gdzieś pośrodku i dlatego tak mną wstrząsnęło to, co usłyszałam.

Widzicie, ja sądziłam, że to miłe dziewczyny.

Oczywiście nie powinnam się była przysłuchiwać rozmowie obcych osób, ale w środkach transportu publicznego to niemożliwe. Tylu ludzi wyszczekuje coś do swoich telefonów, a pozostali podnoszą głos, żeby w ogóle dało się ich usłyszeć.

W sumie to ta rozmowa nie pochłonęłaby mnie tak bardzo, gdyby książka okazała się lepsza. Kupiłam ją z tego samego powodu, dla którego zdecydowałam się na magazyn z turbinami wiatrowymi na okładce. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że po czterdziestce ludzie bardziej się przejmują tym, co myślą o innych, niż tym, co inni myślą o nich – czemu więc jeszcze nie dotarłam do tego etapu?

Jeśli masz ochotę kupić „Hello!”, to po prostu to zrób, Ello. Jakie ma znaczenie, co sobie pomyśli znudzony student na kasie? Ale nie. Ja wybieram niszowy periodyk o ochronie środowiska i poważną biografię. Dlatego kiedy w Exeter wsiadają dwaj młodzi mężczyźni z czarnymi workami na śmieci, nudzę się jak mops.

Teraz pytanie do was. Co byście pomyśleli na widok dwóch wsiadających do pociągu mężczyzn, z których każdy trzyma w ręce czarny worek – zawartość nieznana? Mnie, matce nastolatka, którego pokój zdecydowanie nie spełnia wymogów bezpieczeństwa i higieny, przychodzi do głowy tylko jedyna myśl: typowe, nie udało wam się nawet znaleźć walizki, chłopcy?

Są hałaśliwi i dokazują jak przeciętni dwudziestokilkulatkowie – do pociągu wskakują w ostatniej chwili, kiedy przysadzisty konduktor gwiżdże z gniewną dezaprobatą.

Pobawiwszy się automatycznymi drzwiami – otwarte, zamknięte, otwarte, zamknięte – co okazuje się dla nich wprost przezabawne, moszczą się na fotelach znajdujących się najbliżej półek na bagaże. Potem jednak, najwyraźniej z powodu dwóch dziewczyn z Kornwalii, wymieniają znaczące spojrzenia i przechodzą w głąb wagonu do miejsc bezpośrednio za nimi.

Uśmiecham się do siebie. Widzicie, nie mam w zwyczaju psuć nikomu zabawy. Sama byłam kiedyś młoda.

Dziewczęta milkną, a jedna patrzy na przyjaciółkę szeroko otwartymi oczami – owszem, jeden z mężczyzn jest wyjątkowo przystojny, jak model albo członek boysbandu. Ta sytuacja przypomina mi o tym bardzo szczególnym doznaniu w żołądku.

Wiecie…

Dlatego w ogóle nie jestem zaskoczona ani nie odczuwam dezaprobaty, kiedy mężczyźni wstają, a ten przystojniejszy nachyla się nad siedzeniami i pyta, czy przynieść coś dziewczynom z bufetu, skoro i tak idzie.

Następnie mamy wzajemną prezentację i sporo chichotania, a potem rozpoczynają się tańce.

Dwie kawy i cztery piwa później młodzi mężczyźni siedzą obok dziewcząt – cała czwórka znajduje się na tyle blisko mnie, że słyszę ich rozmowę. Wiem, wiem. Naprawdę nie powinnam jej słuchać, ale już to przerabialiśmy. Pamiętajcie, że jestem znudzona. A oni głośni.

A zatem… dziewczyny powtarzają to, czego zdążyłam się już dowiedzieć z ich wcześniejszej pogawędki. Ten wyjazd do Londynu to ich pierwsza samodzielna wizyta w stolicy – prezent od rodziców z okazji zdania egzaminów. Mają zarezerwowany nocleg w budżetowym hotelu i bilety na Nędzników, są podekscytowane do granic możliwości.

– Żartujecie? Nigdy dotąd nie byłyście same w Londynie? – Karl, ten przystojniak jak z boysbandu, jest zdumiony. – To miasto bywa niebezpieczne, dziewczyny. Musicie na siebie uważać. Po teatrze taksówka, a nie metro. Słyszycie?

Lubię tego Karla. Poleca dziewczętom kilka sklepów i targów, a także klub, w którym według niego będą bezpieczne, jeśli po przedstawieniu nabiorą ochoty na porządną muzykę i taniec. Zapisuje im na kartce nazwę. Zna bramkarza.

– Powołajcie się na mnie, okej?

Anna, ta wyższa, pyta o czarne worki i w duchu się cieszę, że to robi, bo ja także jestem ciekawa. Uśmiecham się, czekając na przekomarzanie się. Chłopcy… Tacy niezorganizowani.

Ale nie. Ci dwaj młodzi mężczyźni właśnie wyszli z więzienia. W czarnych workach kryją się ich rzeczy osobiste.

W tym momencie słyszę, jak przełykam ślinę, a serce zaczyna mi walić jak młotem. Na chwilę zostaje wciśnięty przycisk pauzy, ale nie na długo. Zbyt szybko dziewczyny przechodzą nad tym do porządku dziennego.

– Nabieracie nas?

Nie. Chłopcy ich nie nabierają. Postanowili, że będą mówić o tym otwarcie. Popełnili błędy, zapłacili za nie, ale nie zamierzają się wstydzić. Karty na stół, dziewczyny? Karl odsiedział wyrok w więzieniu w Exeter za napaść, Antony za kradzież. Karl jedynie stanął w obronie przyjaciela, rozumiecie, i – z ręką na sercu – drugi raz zachowałby się tak samo. Ktoś przyczepił się do jego przyjaciela w barze, a Karl nie znosi zastraszania.

Do mnie dociera paradoks – zastraszanie kontra napaść, i czy rzeczywiście trafia się do więzienia za sprzeczkę? – ale dziewczyny wydają się zafascynowane i w swojej uroczej, liberalnej naiwności oświadczają, że lojalność to ważna sprawa i że raz do ich szkoły przyszedł facet, który siedział wcześniej w więzieniu. Opowiedział o tym, jak po odsiedzeniu wyroku za posiadanie narkotyków kompletnie zmienił swoje życie. Cały był pokryty tatuażami. Cały.

– Wow. Więzienie. Jak tam naprawdę było?

W tym momencie zaczynam się zastanawiać nad swoją rolą. Oczami wyobraźni widzę matkę Anny, która opiera się o kuchenkę i zamartwia, czy jej córeczce nic się nie stanie, natomiast jej mąż każe jej się nie przejmować. „One są już prawie dorosłe. To rozsądne dziewczyny. Nic im nie będzie, skarbie”.

A ja uważam, że może stać się inaczej, bo Karl właśnie oświadcza, że dla dziewczyn byłoby najbezpieczniej, gdyby zaopiekował się nimi ktoś, kto zna Londyn. On i Antony zamierzają się zatrzymać u przyjaciół w Vauxhall i świętować swoje wyjście na wolność. A może spotkają się po przedstawieniu i razem wybiorą do klubu?

Wtedy dochodzę do wniosku, że muszę zadzwonić do rodziców tych dziewczyn. Podczas wcześniejszej rozmowy wymieniły nazwę swojej wsi. Anna mieszka na farmie. To nic trudnego. Mogę zadzwonić na pocztę albo do lokalnego pubu. Ileż może tam być farm?

Jednak Anna wcale już nie jest taka pewna. Nie. W sumie to powinny pójść wcześniej spać, żeby z samego rana wyruszyć na zakupy. No bo widzicie, najpierw zamierzają się wybrać do Liberty, żeby Sarah mogła przymierzyć coś Stelli McCartney i zrobić sobie zdjęcie telefonem.

Dobra dziewczyna, myślę. Rozsądna. Oszczędź mi konieczności interweniowania, Anno. Ale pojawia się komplikacja, bo Sarah nagle zaczyna się interesować Antonym. Dochodzi do drugiej wycieczki do bufetu, a po powrocie zamieniają się miejscami – Anna siedzi teraz z Karlem, a Sarah z Antonym, który opowiada jej, jak bardzo żałuje tego, jak potoczyło się jego życie. Twierdzi, że ze ścieżki praworządności zszedł tylko i wyłącznie z desperacji, bo nie był w stanie znaleźć pracy. Nie był w stanie utrzymywać swojego syna.

Syna?

I wtedy czuję go na sobie. Cień baldachimu rozłożonego nad moim cukierkowym życiem – coraz bardziej się kurczę, gdy tymczasem Antony wyjaśnia, że walczy ze swoją byłą o prawo do odwiedzin i zapewnia, iż nie ma takiej opcji, żeby jego syn wychowywał się, nie znając ojca.

– Nie sądzisz, że coś takiego byłoby straszne, Sarah? Gdyby dorastał, nie znając ojca?

Teraz z kolei Sarah mnie zaskakuje – łamiącym się głosem mówi, że to super, iż Antony’emu tak bardzo na tym zależy, bo wielu młodych mężczyzn zachowałoby się zupełnie inaczej, uciekliby od odpowiedzialności.

– Okropnie się teraz czuję. Że też ekscytowałyśmy się Stellą McCartney.

A prawda? W tym momencie nie mam już pojęcia, co nią jest, a co nie. Co ja wiem? Kobieta, której syn musiał walczyć co najwyżej o wpuszczenie do miejscowego kina na film dozwolony od lat osiemnastu.

Następuje godzina wymieniania się szeptami i naprawdę bardzo się staram znowu czytać, zaznajamiam się z korzyściami płynącymi z użycia cichszej generacji turbin wiatrowych, ale w pewnym momencie Antony i Sarah znowu udają się do bufetu. Kolejne piwa, myślę. Duży błąd, Sarah. I wtedy podejmuję decyzję.

Tak. Też pójdę do bufetu pod pretekstem zakupu kawy, a w kolejce albo podczas mijania się na korytarzu udam, że mam problem z telefonem. Poproszę Sarah o pomoc – licząc na rozdzielenie jej i Antony’ego oraz możliwość zamienienia kilku słów na osobności – i zagrożę, że jeśli nie da sobie spokoju z tymi bzdurami, to zadzwonię do jej rodziców. Natychmiast, rozumiesz mnie, Sarah? Znajdę ich numer.

Bufet znajduje się trzy wagony dalej. Kiedy przechodzę przez drugi, obijam się lekko o siedzenia, a gdy mijam otwierające się automatycznie drzwi łącznika między wagonami, wkładam rękę do kieszeni marynarki, żeby wyjąć telefon. I wtedy właśnie ich słyszę. Bez wstydu. Nie próbują nawet być cicho. Robią to, głośno i dumnie, w toalecie w pociągu. Jak para kopulujących zwierząt.

To oni, mówią mi to jego słowa. Że tyle minęło czasu. Że tak bardzo jest jej wdzięczny.

– Sarah, och, Sarah…

Owszem, przyznaję, jestem wstrząśnięta i zaszokowana. Czuję palące upokorzenie. Jestem wręcz wściekła. Ponad wszystko pragnę uciec od tych odgłosów. Wstyd mi także z powodu własnej naiwności. I absurdalnych założeń.

Potykając się, otwieram następne drzwi i wpadam do wagonu, zdyszana i zarumieniona, pełna determinacji, aby jak najszybciej się oddalić od tego dowodu na moją błędną ocenę.

Miłe dziewczyny?

W kolejce do bufetu krew dudni mi w uszach i zastanawiam się, czy usłyszał ich także ktoś inny. A może nawet to zgłosił? A wtedy w głowie pojawia mi się myśl: zgłosił to? Ale komu, Ello? Posłuchaj samej siebie. Inni ludzie zrobią dokładnie to, co i ty powinnaś od samego początku. Będą pilnować własnego nosa.

W tym momencie moje emocje zaczynają się zmieniać i zastanawiam się, jak to możliwe, że stałam się osobą, która nie ma pojęcia o życiu młodych ludzi. Ani o niczym innym.

W głowie swój wachlarz rozkłada kalejdoskop wspomnień. Obrazki z poszarpanymi krawędziami. Magazyny, które znaleźliśmy w pokoju naszego syna. Ten wieczór po kinie, kiedy dość wcześnie wróciliśmy do domu i przyłapaliśmy Luke’a na próbie obejścia zabezpieczeń Sky, aby oglądać porno.

Tak więc w tym przeklętym pociągu dopada mnie paląca potrzeba porozmawiania z mężem. Z moim Tonym. Żebym mogła zresetować swój kompas.

Muszę go zapytać, czy problemem nie są przypadkiem oni, ale ja. Zachowuję się niedorzecznie, Tony? Nie, poważnie – musisz być ze mną szczery. Jak kiedy pokłóciliśmy się o kanały na Sky i magazyny Luke’a.

Jestem koszmarną świętoszką? Naprawdę?

Próbuję się do niego dodzwonić – wieczorem, kiedy po konferencji docieram już do hotelu. Pragnę mu powiedzieć, że zachowałam się rozsądnie i przeniosłam na drugi koniec pociągu. Pilnowałam własnego nosa. Te dziewczęta na pewno potrafią o siebie zadbać. Ale on gdzieś wyszedł i nie zabrał telefonu; to jedna z niewielu znanych mi osób, które nadal uważają, że przez komórki można się nabawić raka mózgu. Zamiast z nim rozmawiam więc z Lukiem. Uspokajam się, kiedy słucham, jak opisuje kolację – tadżin z przepisu ściągniętego przez nową aplikację. Mój Luke uwielbia gotować i droczę się z nim, że pewnie zabrudził wszystkie garnki i patelnie.

A potem budzę się rankiem w hotelu.

Nie znoszę tego uczucia – tego dziwnego odrętwienia spowodowanego klimatyzacją, obcym łóżkiem i brakiem dyscypliny w kwestii minibaru. Hotelowa nagroda – brandy albo dwie po długim dniu.

Jest dopiero wpół do siódmej i marzę, żeby jeszcze sobie pospać. Po dziesięciu minutach poddaję się. Obok czajnika leżą saszetki smutku. Zawsze to robię w hotelowych pokojach. Wmawiam sobie, że ten jeden raz napiję się kawy rozpuszczalnej, a potem i tak wylewam ją do umywalki w łazience.

Wbijam wzrok w ustawione rzędem miniaturowe butelki i krzywię się, kiedy do pokoju napływa wspomnienie czegoś okropnego. Zerkam na telefon, wzbiera we mnie znajomy strach, że zrobiłam coś żenującego, coś, czego będę żałować.

Odwracam się ponownie w stronę butelek i przypomina mi się, że po drugiej brandy postanowiłam zadzwonić do biura numerów, aby namierzyć rodziców tamtych dziewczyn. Na tę myśl momentalnie robi mi się zimno. Czy rzeczywiście tam zadzwoniłaś? Myśl, Ello, myśl.

Znowu patrzę na telefon i mocno się koncentruję. Ach tak, teraz sobie przypominam i w końcu się rozluźniam. Trzymałam w ręce telefon i kiedy już, już miałam wybrać numer, dotarło do mnie, że nie myślę jasno, nie tylko z powodu brandy. Moja motywacja była wypaczona. Chciałam zadzwonić nie dlatego, że się martwiłam o dziewczyny, ale miała to być kara, bo wkurzyłam się tym, jak się poczułam przez Sarah.

Zatem zachowałam się rozsądnie. Odłożyłam telefon, zgasiłam światło i poszłam spać.

Dobrze. Bardzo dobrze. Uczucie ulgi jest tak przemożne, że radośnie postanawiam dać szansę kawie rozpuszczalnej. Włączam czajnik, a potem telewizor. I wtedy to nadchodzi. Ten jeden moment – początkowo zawieszony, a zaraz potem rozciągający się poza ten pokój, poza to miasto. Ten moment, w którym uświadamiam sobie, że moje życie już nigdy nie będzie takie samo.

Nigdy.

Dźwięk jest wyciszony, bo wczoraj oglądałam film z napisami i nie chciałam przeszkadzać komuś w sąsiednim pokoju, ale zdjęcie nie pozostawia żadnych wątpliwości. Piękne. Z jej profilu na Facebooku. Błyszczące zielone oczy i jasne włosy opadające kaskadą na plecy. Stoi na plaży; za nią rozpoznaję Wzgórze Świętego Michała.

Moje ciało jakimś cudem się wycofuje – przez poduszkę, zagłówek i ścianę – a ja obserwuję ekran ze znacznie większej odległości. Na dole przewija się pasek z potwornymi słowami: Zaginęła… Anna… Zaginęła… Anna… Czajnik wykrzykuje głośno do lustra, natomiast ja planuję kolejne telefony.

Mroczna i straszliwa plątanina usprawiedliwień. Żadne z nich wystarczająco dobre.

Na policję. Do Tony’ego.

Proszę, zrozumcie, ja naprawdę zamierzałam zadzwonić…
(…)

Dodaj artykuł do:
(dodano 08.11.18, autor: blackrose)
Dział literatura
Tagi: Teresa Driscoll, Obserwuję cię, fragment
KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz musisz się zalogować
Logowanie
Po zalogowaniu będziesz mieć możliwośc dodawania swojej twórczości, newsów, recenzji, ogłoszeń, brać udział w konkursach, głosować, zbierać punkty... Zapraszamy!
REKLAMA
POLECAMY
SPOŁECZNOŚĆ ARTYSTYCZNIE ZAKRĘCONA
  
NEWSLETTER
Pomóż nam rozwijać IRKĘ i zaprenumeruj nieinwazyjny (wysyłany raz w miesiącu) i bezpłatny e-magazyn.
Jeśli chcesz otrzymywać newsletter, zarejestruj się w IRCE i zaznacz opcję "Chcę otrzymywać newsletter" lub wyślij maila o temacie "NEWSLETTER" na adres: irka(at)irka.com.pl

UTWORY OSTATNIO DODANE
RECENZJE OSTATNIO DODANE
OGŁOSZENIA OSTATNIO DODANE
REKOMENDOWANE PREMIERY
1
Słoń
2
Koteluk Mela
3
Abradab
4
Zaryan Aga
5
Imagine Dragons
6
Tęskno
7
Turnau Grzegorz
8
Domagała Paweł
9
Ostry, Bezimienni
10
Happysad
1
Assaf Bernstein
2
Jafar Panahi
3
Meryem Benm'Barek-Aloisi
4
Sam Levinson
5
Marcelo Martinessi
6
David Lowery
7
Gustav Moller
8
Seung-wan Ryoo
9
Rainer Sarnet
10
Erik Poppe
1
Beth Henley / reż. Jarosław Tumidajski
2
Gabriela Zapolska
3
Marta Abramowicz / reż. Daria Kopiec
4
Opera Krakowska w Krakowie
5
Rodion Szczedrin
6
Michaił Bułhakow
7
Jarosław Murawski
8
Dale Wasserman
9
Hanoch Levin
10
Michaił Durnienkow
REKLAMA
ZALINKUJ NAS
Wszelkie prawa zastrzeżone ©, irka.com.pl
grafika: irka.com.pl serwis wykonany przez Jassmedia