Fragment powieści „Gorące mleko”

Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z fragmentem powieści „Gorące mleko".

2015. Prowincja Almería.
Południowa Hiszpania. Sierpień.

Upuściłam dzisiaj laptop na betonową podłogę baru przy plaży. Trzymałam go pod pachą i wyśliznął się z czarnej gumowej torby (zaprojektowanej jak koperta), a następnie wylądował ekranem w dół. Ekran jest uszkodzony, ale przynajmniej komputer nadal działa. Laptop przechowuje całe moje życie i wie o mnie więcej niż ktokolwiek inny.

Chcę przez to powiedzieć, że jeżeli on jest rozbity, to ja też.

Mój wygaszacz ekranu to obraz fioletowego nocnego nieba z rojem gwiazd, konstelacji i Drogą Mleczną, która zawdzięcza swoją nazwę słowu lactea z klasycznej łaciny. Matka powiedziała mi przed laty, że nazwę Drogi Mlecznej powinnam zapisywać następująco: Υαλαξίας κύκλος, co dosłownie oznacza mleczny okrąg. Powiedziała mi, że Arystoteles spojrzał na mleczny okrąg w Chalcydzie pięćdziesiąt pięć kilometrów na wschód od Salonik (gdzie urodził się mój ojciec) w 377 roku przed naszą erą, kiedy miał siedem lat. Najstarsza gwiazda ma około trzynastu miliardów lat, ale gwiazdy mojego wygaszacza ekranu to dwulatki wyprodukowane w Chinach. Cały ten wszechświat jest teraz rozbity.

Nie mogę nic w tej sprawie zrobić. W następnym zapyziałym miasteczku jest kawiarenka internetowa i jej właściciel czasami wykonuje drobne naprawy komputerowe, ale musiałby zamówić nowy ekran, który dotarłby tutaj po miesiącu. Czy za miesiąc wciąż tutaj będę? Nie wiem. To zależy od mojej matki, która leży pod moskitierą w sąsiednim pokoju. Obudzi się i krzyknie: „Przynieś mi wody, Sofio!”, a ja jej tę wodę przyniosę, jednak jak zawsze będzie nie taka, jak trzeba. Nie mam już pewności, co to znaczy woda, ale przyniosę wodę w moim rozumieniu tego słowa: z butelki stojącej w lodówce, z butelki nie stojącej w lodówce albo z czajnika, czyli zagotowaną, a później wystudzoną. Patrząc na gwiezdne pola swojego wygaszacza ekranu, często odlatuję poza czas.

Jest dopiero jedenasta wieczorem i powinnam unosić się na powierzchni morza i patrzeć na prawdziwe nocne niebo, na prawdziwą Drogę Mleczną, ale boję się meduz. Wczoraj po południu mnie oparzyły, zostawiając mi paskudny fioletowy pęcherz na ramieniu poniżej lewego łokcia. Musiałam biec po gorącym piasku do punktu opatrunkowego na końcu plaży, żeby dostać jakąś maść od długobrodego studenta, którego zadaniem jest siedzieć tam cały dzień i udzielać pomocy poparzonym turystom. Dlaczego te galaretowate stwory tak się nazywają? Sądziłam, że Meduza to grecka bogini, na którą rzucono klątwę, skutkiem czego zamieniła się w potwora i swoim groźnym spojrzeniem obracała w kamień każdego, kto popatrzył jej w oczy. Dlaczego nazwano od niej tego parzydełkowca? Pewnie dlatego – powiedział student – że macki meduzy przypominają włosy Meduzy, które na obrazach zawsze wyglądają jak kłębowisko węży.

Widziałam wcześniej kreskówkowy obrazek meduzy na żółtej fladze ostrzegawczej koło punktu opatrunkowego – kły słonia w roli zębów i obłąkane oczy.

– Gdy wywieszona jest flaga z meduzą, najlepiej w ogóle nie pływać. Robi to pani na własne ryzyko.

Przetarł oparzenie wacikiem zamoczonym w podgrzanej słonej wodzie, a następnie poprosił mnie o podpisanie formularza, który wyglądał jak petycja. Była to lista wszystkich plażowiczów, którzy zostali tego dnia poparzeni. Musiałam podać imię i nazwisko, wiek, zawód i kraj pochodzenia. Niełatwo przypomnieć sobie takie mnóstwo informacji, kiedy z piekącego ramienia schodzi skóra. Student wyjaśnił, że dane te są potrzebne do przekonania władz, aby mimo recesji nadal utrzymywały punkt opatrunkowy. Gdyby turyści nie mieli powodu korzystać z jego usług, straciłby pracę, toteż aktywność meduz niewątpliwie go cieszyła. Zawdzięczał im chleb powszedni i benzynę do motoroweru.

Przejrzałam formularz i zauważyłam, że wiek osób poparzonych przez meduzy mieści się w przedziale od siedmiu do siedemdziesięciu czterech lat oraz że większość pochodzi z różnych obszarów Hiszpanii. Było też kilku turystów brytyjskich i jedna osoba z Triestu. Zawsze chciałam pojechać do Triestu, ponieważ nazwa brzmi jak tristesse, raźne słowo, które po francusku oznacza jednak smutek. Hiszpanie mówią tristeza, co jest cięższe od smutku francuskiego, bardziej przypomina jęk niż szept.

Pływając, nie widziałam żadnych meduz, ale student mi wyjaśnił, że mają bardzo długie macki, dzięki czemu potrafią parzyć ze sporej odległości. Palec wskazujący lepił mu się od maści, którą wcierał mi teraz w ramię. Dysponował imponująco szeroką wiedzą na temat meduz. Składają się w dziewięćdziesięciu pięciu procentach z wody, toteż są przezroczyste i niełatwo je zauważyć. W morzach jest ich tak dużo z powodu rabunkowych połowów ryb. Najważniejsze – ostrzegł mnie – to nie trzeć ani nie drapać pęcherza, bo w skórze nadal mogą tkwić komórki meduzy i pocieranie ich powoduje dalsze uwalnianie się jadu, ale specjalna maść powinna je unieszkodliwić. Kiedy tak gadał, jego miękkie różowe wargi falowały jak meduza w gąszczu jego brody. Wręczył mi ogryzek ołówka i poprosił o wypełnienie formularza.

Imię i nazwisko: Sofia Papastergiadis
Wiek: 25
Kraj pochodzenia: Wielka Brytania
Zawód:

Meduz nie obchodzi mój zawód, więc po co ta informacja? Jest to mój czuły punkt, boleśniejszy od poparzenia i stwarzający większe problemy niż moje nazwisko, którego nikt nie potrafi wymówić ani poprawnie zapisać. Powiedziałam mu, że mam dyplom z antropologii, ale na razie pracuję w kawiarni w zachodnim Londynie – nazywa się Coffee House, oferuje darmowe Wi-Fi i odnowione ławki kościelne. Sami palimy kawę i przyrządzamy trzy rodzaje świetnego espresso w stylu włoskim… Podsumowując, nie wiem, co powinnam wpisać w rubryce „zawód”.

Student pociągnął się za brodę.

– Badacie ludy prymitywne, prawda?

– Tak, ale jedyną prymitywną osobą, jaką do tej pory badałam, jestem ja sama.

Nagle zatęskniłam za rześkimi, wilgotnymi brytyjskimi parkami. Chciałam wyciągnąć swoje prymitywne ciało na zielonej trawie bez meduz pływających między źdźbłami. W Almeríi nie ma zielonej trawy, nie licząc pól golfowych. Pyliste nagie wzgórza są takie suche, że kręcili tutaj spaghetti westerny – w tym nawet jeden z udziałem Clinta Eastwooda. Prawdziwi kowboje chyba cały czas mieli spękane usta, bo moje wargi zaczęły pękać od słońca i codziennie smaruję je błyszczykiem. Może kowboje używali tłuszczu zwierzęcego? Patrzyli na bezkresne niebo i tęsknili za pocałunkami i pieszczotami? Czy ich kłopoty rozpływały się w tajemnicy przestrzeni, jak to się czasem dzieje, kiedy ja oglądam galaktyki na swoim rozbitym ekranie?

Student najwyraźniej zna się nie tylko na meduzach, ale również na antropologii. Chce mi podpowiedzieć pomysł na „pionierskie badania terenowe” do przeprowadzenia w Hiszpanii.

– Widziała pani białe plastikowe struktury, które pokrywają ziemie Almeríi?

Owszem, widziałam upiorny biały plastik. Ciągnie się jak okiem sięgnąć przez całe niziny i doliny.

– To są szklarnie – wyjaśnił. – Temperatura wewnątrz nich na pustyni może osiągnąć czterdzieści pięć stopni. Zatrudniają nielegalnych imigrantów do zbierania pomidorów i papryki dla supermarketów. Można to porównać do niewolnictwa.

Tak też sądziłam. Wszystko, co zakryte, jest interesujące. Nigdy się nie zdarza, żeby pod przykryciem niczego nie było.

Jako dziecko miałam zwyczaj zakrywać twarz rękami, żeby nikt nie wiedział, że tam jestem. Potem się zorientowałam, że zakrywanie twarzy czyni mnie bardziej widoczną, ponieważ wszystkich ciekawi, co tak bardzo chcę ukryć.

Przeczytał z formularza moje nazwisko, a potem spojrzał na kciuk swojej lewej ręki i zaczął go zginać, tak jakby sprawdzał, czy się nie popsuł.

– Jest pani Greczynką, prawda?

Jego rozproszona uwaga mnie rozstraja. Student nigdy nie patrzy mi w oczy. Recytuję swoją formułkę: ojciec Grek, matka Angielka, ja urodziłam się w Wielkiej Brytanii.

– Grecja jest mniejsza niż Hiszpania, ale nie potrafi spłacać swoich długów. Marzenie się skończyło.

Spytałam, czy ma na myśli gospodarkę. Potwierdził i wyjaśnił, że studiuje filozofię na Uniwersytecie Grenady, ale uważa się za szczęściarza, bo dostał wakacyjną pracę na plaży w punkcie opatrunkowym. Jeżeli po skończeniu przez niego studiów w Coffee House dalej będzie praca, to on przyjedzie do Londynu. Potem dodał, że nie wie, dlaczego powiedział, że marzenie się skończyło, bo w to nie wierzy. Pewnie gdzieś o tym przeczytał i utkwiło mu w głowie. Sformułowanie „marzenie się skończyło” nie wyraża jego własnego poglądu. Przede wszystkim: kto tutaj marzy? Jedyne inne publiczne marzenie, które sobie przypominał, pochodziło z przemówienia Martina Luthera Kinga I have a dream, ale sformułowanie „marzenie się skończyło” sugeruje, że kiedyś się zaczęło, a teraz skończyło. A przecież tylko ten, kto marzy, może stwierdzić, że przestał marzyć, nikt inny nie może tego powiedzieć za niego.

Potem powiedział do mnie całe zdanie po grecku i sprawiał wrażenie zaskoczonego, kiedy usłyszał ode mnie, że nie znam tego języka.

Muszę się wstydzić za to, że noszę nazwisko Papastergiadis i nie mówię językiem swojego ojca.

– Moja matka jest Angielką.

– Tak – odparł swoją piękną angielszczyzną. – W Grecji byłem tylko raz, na Skiatos, ale podłapałem kilka zwrotów.

Miałam poczucie, że student delikatnie karci mnie za to, że jestem za mało grecka. Mój ojciec odszedł od mamy, kiedy miałam pięć lat, a ona jest Angielką i mówi do mnie głównie po angielsku. O co mu chodzi? Zresztą powinien się troszczyć o moje oparzenie, a nie o mój stosunek do dziedzictwa przodków.

– Widziałem panią na rynku z matką.

– Tak.

– Ma problemy z chodzeniem?

– Rose czasem może chodzić, a czasem nie.

– Ma na imię Rose?

– Tak.

– Mówi pani do niej po imieniu?

– Tak.

– Nie mówi pani do niej „mama”?

– Nie.

Buczenie lodówki stojącej w rogu budki opatrunkowej kojarzyło się z czymś martwym i zimnym, ale obdarzonym pulsem. Ciekawe, czy są w niej butelki z wodą. Agua con gas, agua sin gas. Nieustannie wymyślałam sposoby na to, żeby matka zaakceptowała przyniesioną przeze mnie wodę.

Student spojrzał na zegarek.

– Zasady mówią, że oparzona osoba musi tutaj zostać przez pięć minut, na wypadek gdyby dostała zawału serca albo miała inną reakcję.

Jeszcze raz pokazał na pominiętą przeze mnie rubrykę „zawód”.

Może spowodował to ból, w każdym razie stwierdziłam, że opowiadam studentowi o swoim żałosnym, miniaturowym życiu.

– Mój zawód, niestety, w obu znaczeniach tego słowa, to moja matka Rose.

Student przesunął palcami po łydce.

– Przyleciałyśmy do Hiszpanii, żeby odwiedzić Klinikę Gómeza i ustalić, co naprawdę jest nie tak z jej nogami. Pierwszą wizytę wyznaczono nam za trzy dni.

– Pani matka cierpi na paraliż kończyn?

– Nie wiemy. To jest zagadka. Problemy zaczęły się już dawno.

Zaczął rozwijać z folii kawałek białego chleba. Pomyślałam, że przechodzimy do drugiego etapu terapii oparzeniowej, ale okazało się, że to kanapka z masłem orzechowym, jego ulubione drugie śniadanie, jak mi powiedział. Ugryzł kawałek i zaczął żuć, przez co jego czarna błyszcząca broda się poruszała. Jak się okazało, słyszał o Klinice Gómeza, bo jest to renomowana placówka. Zna również kobietę, która wynajęła nam mały apartament przy plaży. Wybrałyśmy go dlatego, że nie trzeba nigdzie wchodzić po schodach. Wszystko znajduje się na jednym poziomie, dwie sypialnie sąsiadują ze sobą, a także z kuchnią. Poza tym mieszkanie jest położone niedaleko rynku, wszystkich kawiarni i supermarketu Spar. Mamy też stamtąd niedaleko do szkoły nurkowania Escuela de Buceo Náutica, białego sześcianu z oknami w kształcie bulajów. Malują tam teraz recepcję. Dwaj Meksykanie każdego dnia rano przystępują do pracy z wielkimi puszkami białej farby. Skowyczący, chudy owczarek alzacki przez cały dzień jest przypięty łańcuchem do żelaznej poręczy tarasu na dachu szkoły. Należy do Pabla, dyrektora, ale Pablo cały czas siedzi przy komputerze i gra w Infinite Scuba. Oszalały pies nieustannie szarpie za łańcuch i regularnie próbuje skoczyć z dachu.

– Nikt nie lubi Pabla – zgodził się ze mną student. – To jest człowiek, który potrafiłby oskubać kurę żywcem.

– Dobry temat na antropologiczne badania terenowe – powiedziałam.

– Co konkretnie?

– Dlaczego nikt nie lubi Pabla.

Student uniósł do góry trzy palce – co zapewne znaczyło, że miałam zostać w punkcie opatrunkowym jeszcze przez trzy minuty.
(…)

Dodaj artykuł do:
(dodano 11.08.17, autor: blackrose)
Dział literatura
Tagi: fragment powieści, Gorące mleko
KOMENTARZE:
Aby dodać komentarz musisz się zalogować
Logowanie
Po zalogowaniu będziesz mieć możliwośc dodawania swojej twórczości, newsów, recenzji, ogłoszeń, brać udział w konkursach, głosować, zbierać punkty... Zapraszamy!
REKLAMA
POLECAMY
SPOŁECZNOŚĆ ARTYSTYCZNIE ZAKRĘCONA
  
NEWSLETTER
Pomóż nam rozwijać IRKĘ i zaprenumeruj nieinwazyjny (wysyłany raz w miesiącu) i bezpłatny e-magazyn.
Jeśli chcesz otrzymywać newsletter, zarejestruj się w IRCE i zaznacz opcję "Chcę otrzymywać newsletter" lub wyślij maila o temacie "NEWSLETTER" na adres: irka(at)irka.com.pl

UTWORY OSTATNIO DODANE
RECENZJE OSTATNIO DODANE
OGŁOSZENIA OSTATNIO DODANE
REKOMENDOWANE PREMIERY
1
U2
2
Kukulska Natalia
3
Lipnicka Anita, The Hats
4
Young Multi
5
Sikorski Artur
6
Morbid Angel
7
Various Artists
8
Bednarek Kamil
9
Bukartyk Piotr
10
Linkin Park
1
Hughes Patrick
2
Besson Luc
3
Scorsese Martin
4
Machulski Juliusz
5
Seong-hun Kim
6
Łukasz Palkowski
7
Jon Gunn
8
Jakub Charon
9
Jonathan Hopkins
10
Andrzej Jakimowski
1
Opera Krakowska w Krakowie
2
Marta Abramowicz / reż. Daria Kopiec
3
Remigiusz Grzela / reż. Zbigniew Brzoza
4
Franz Kafka / reż. Krystian Lupa
5
Anna Smolar
6
Agata Biziuk
7
Jarosław Murawski
8
Michaił Bułhakow
9
Dale Wasserman
10
Hanoch Levin
REKLAMA
ZALINKUJ NAS
Wszelkie prawa zastrzeżone ©, irka.com.pl
grafika: irka.com.pl serwis wykonany przez Jassmedia