Fragment biografii "Van Gogh. Życie" S. Naifeha i G. White Smitha

Prezentujemy fragment biografii "Van Gogh. Życie" autorstwa S. Naifeha i G. White Smitha.

Rozdział 36; Obcy
[...]

Trzy lata później w Arles Vincent znowu przeżył załamanie psychiczne, ale tym razem niewiele mówił o tym "ataku", jak sam określił swój stan. Twierdził, że nic nie pamięta, oprócz kojarzącej się z Horlą "umysłowej czy nerwowej gorączki" i okropnych halucynacji. I tym razem zaistniały sprzyjające atakowi okoliczności. W Arles od wielu dni padał zimny deszcz, a Vincent znowu pił alkohol, nie tylko wino i koniak, lecz także znacznie mocniejszy absynt. Możliwe, że po starciu z Gauguinem w parku wpadł do kawiarni na kieliszek lub dwa tego zielonego "pocieszyciela". Poza tym znowu był zrujnowany. Gdy tego dnia sięgnął do kieszeni, znalazł tam zaledwie trochę drobnych – "1 luidora i 3 su" co mu uprzytomniło obecną nędzę, ale także przypomniało o tysiącach franków przysłanych mu przez Thea w minionych latach, z czego nic nie zostało.

W niedzielę wieczorem, na dwa dni przed świętami, jego umysł opanowały różne obrazy, w tym diabolicznego Horli Maupassanta, Dickensowskiego nawiedzonego przez ducha Redlawa, utopionych marynarzy Lotiego, a zwłaszcza obraz zmarłego ojca, niedający mu spokoju w każdą niedzielę i kolejne święta Bożego Narodzenia. Ze wszystkimi tymi postaciami łączyły go poczucie winy i porażki, strach i śmierć. Gdy wrócił do ciemnego pustego żółtego domu, wszędzie widział to, co pozostało z jego marzeń. Na ścianach z portretów oskarżycielskie spojrzenia rzucały postacie bonzy, żuawa i Patience’a Escaliera, także piastunka ze stojącego na sztaludze obrazu nieukończonego, czuł się odrzucony przez jedynego człowieka, którego chciał zadowolić.

Dotychczas Vincentowi zawsze udawało się wydostać z otchłani niemocy: w Borinage dzięki wyobrażaniu sobie nowego życia w artystycznym związku z Theem, w Drenthe dzięki perspektywie bycia i tworzenia z bratem w krainie wrzosowisk, w Antwerpii, dzięki planowaniu życia z nim w Paryżu. Jednak przed świętami Bożego Narodzenia 1888 r. wszystko to było bezpowrotnie stracone.

Jego wspólne życie z Theem przez dwa lata w Paryżu omal brata nie wykończyło i z tego powodu Vincent miał poczucie winy niemal nie do udźwignięcia. Nawet obecnie ostrzegawczy przykład braci Zemganno, którzy się rozdzielili, aby móc przetrwać, wciąż wywoływał u niego wyrzuty sumienia. Vincent wyjechał z Paryża, aby uratować Thea, i nie mógł tam wrócić, podobnie jak brat nie mógł przyjechać do niego do Arles. Jego marzenie o wspólnym życiu z Theem rozwiało się ostatecznie, gdy brat jako marszand zaczął faworyzować Gauguina, który stał się nową gwiazdą galerii na antresoli, i gdy przestał popierać nierealny projekt Vincenta założenia na Południu kolonii artystycznej. Było to dla Vincenta bardzo bolesne.

Przed dwudziestym trzecim grudnia Vincent otrzymał wiadomość, która jeszcze bardziej pogłębiła w nim doznanie opuszczenia przez ludzi: Theo oświadczył się Jo Bonger. Theo i Jo wrócili do siebie, najwyraźniej z jej inicjatywy, i zabiegali o zgodę rodziców na ich ślub. Jeśli Vincent nie poczuł się zraniony tą informacją, to z pewnością dotknęło go, że nic nie wiedział o ich pospiesznych zalotach. Zawsze podejrzewał, że żona i inni członkowie rodziny Gauguina wyciągną Francuza z żółtego domu. Teraz natomiast dowiedział się, że Jo i różni krewni staną na przeszkodzie przyjazdowi Thea do Arles.

Udał się do sypialni chwiejnym krokiem jak ktoś, kto stracił nadzieję na uratowanie się z życiowej katastrofy, półprzytomny, skonfundowany i prawdopodobnie pijany. Zatrzymał się w kącie, gdzie stała umywalka, skąd miał widok na otwartą i pustą sypialnię Gauguina. Gdy się odwracał, mimowolnie spojrzał w wiszące nad umywalką lustro. Zamiast znajomej twarzy, którą malował dziesiątki razy, zobaczył kogoś obcego – "pechowego nieszczęśnika", który zawiódł rodzinę, doprowadził do śmierci ojca i ruiny finansów oraz zdrowia brata, a także zaprzepaścił swoje marzenie o posiadaniu pracowni na południu Francji i sprawił, że opuścił go Bel-Ami. Ta klęska była dla niego zbyt przytłaczająca, jego przewina zbyt duża, aby móc z nią żyć. Musiał więc się ukarać. Ale jak miał to zrobić? Od wielu lat odmawiał sobie komfortu i zadawał cierpienie, co odcisnęło piętno na twarzy, którą zobaczył w lustrze. Głodził się i sypiał na zimnych klepiskach chat, a także umartwiał, bijąc się pałką, ale ostatnie "przestępstwo", jakie popełnił, wymagało surowszej kary.

W jego rozgorączkowanym umyśle pełno było obrazów wymierzania kary za popełniony grzech: od rzucającego się z mieczem na prześladowców Chrystusa jego ucznia w ogrójcu po brutalne egzorcyzmy opisane w powieści Zoli Marzenie i okaleczenia występujące w jego kolejnych utworach: Ziemia i Germinal. A zdradziecki zakonnik, który w powieści Zoli Grzech księdza Mouret wyciąga jej bohatera z ogrodu Paradou, płaci za to obcięciem mu ucha. Vincent wziął więc leżącą na umywalce składaną brzytwę, otworzył ją i chwycił "przestępcę" za ucho, najmocniej jak mógł, odciągnął płatek i starał się go odciąć, ale ostrze nie dosięgło wyższej części małżowiny, lecz znalazło się mniej więcej w jej połowie i gładko przecięło skórę na szczęce. Gumowata chrząstka stawiała opór i van Gogh musiał zagłębić w niej ostrze z większym impetem czy uporem, zanim kawałek tkanki pozostał w jego palcach; całą rękę miał we krwi.

W chwili, gdy oprzytomniał, próbował zatamować gwałtowne krwawienie. Ilość płynącej z rany krwi musiała go zaskoczyć, skoro pobiegł do kuchni, by przynieść więcej ręczników, pozostawiając na podłodze w przedpokoju i pracowni karmazynowy ślad. Do czasu, gdy krwawienie niemal ustało, jego myśli opanowała nowa, wynikająca ze złudnych nadziei potrzeba. Postanowił mianowicie odnaleźć Gauguina i pokazać mu, jak wielką cenę ma jego odejście, w nadziei, że Paul ponownie rozważy swoją decyzję. Obmył odcięty kawałek ucha i ostrożnie zapakował go niczym mięso, w gazetę. Opatrzył sobie ranę, ukrył bandaż pod dużym beretem i wyruszył w mrok. W deszczowy wieczór, na dwadzieścia cztery godziny przed świętami Bożego Narodzenia, w Arles było tylko kilka miejsc, gdzie mógł odnaleźć Gauguina. Prawdopodobnie zaczął od domów publicznych. Ten preferowany przez Francuza, na ulicy du Bout d’Arles, znajdował się zaledwie kilka minut drogi od żółtego domu. Tam van Gogh chciał się spotkać z ulubioną przez Gauguina prostytutką Rachel, o pseudonimie Gaby, ale burdelmama nie wpuściła go do środka. Przekonany być może, że jest tam Gauguin, wręczył więc pakunek "wartownikowi" z prośbą, by go przekazał wraz ze słowami: "Pamiętaj o mnie". Następnie wrócił do żółtego domu, udał się do swojej poplamionej krwią sypialni, oszołomiony położył się na szkarłatnym kocu i zamknął oczy, spodziewając się – a nawet pragnąc – najgorszego.

Dodaj artykuł do:
(dodano 14.04.24, autor: blackrose)
Dział literatura
Logowanie
Po zalogowaniu będziesz mieć możliwośc dodawania swojej twórczości, newsów, recenzji, ogłoszeń, brać udział w konkursach, głosować, zbierać punkty... Zapraszamy!
REKLAMA
POLECAMY

NEWSLETTER

Pomóż nam rozwijać IRKĘ i zaprenumeruj nieinwazyjny (wysyłany raz w miesiącu) i bezpłatny e-magazyn.


Jeśli chcesz otrzymywać newsletter, zarejestruj się w IRCE i zaznacz opcję "Chcę otrzymywać newsletter" lub wyślij maila o temacie "NEWSLETTER" na adres: irka(at)irka.com.pl

UTWORY OSTATNIO DODANE
RECENZJE OSTATNIO DODANE
OGŁOSZENIA OSTATNIO DODANE
REKOMENDOWANE PREMIERY
1
Grzegorz Dębowski
2
Mstyslav Chernov
3
Christian Petzold
4
Kaouther Ben Hania
5
Emily Atef
6
Julien Hervé
7
Jan Jakub Kolski
8
Nanni Moretti
9
Hae-yeong Lee
10
Ken Loach
1
Katarzyna Baraniecka
2
Marta Górnicka
3
reż. Mariusz Treliński
4
Beth Henley / reż. Jarosław Tumidajski
5
Gabriela Zapolska
6
Opera Krakowska w Krakowie
7
Marta Abramowicz / reż. Daria Kopiec
8
Rodion Szczedrin
9
Michaił Bułhakow
10
Jarosław Murawski
REKLAMA
ZALINKUJ NAS
Wszelkie prawa zastrzeżone ©, irka.com.pl
grafika: irka.com.pl serwis wykonany przez Jassmedia