Drodzy czytelnicy. Oznajmiam Wam, że dołożyłem wszelkich starań, aby w poniższej recenzji nie użyć żadnego przekleństwa. Jeśli mimo tego gdzieś wkradnie się nieprzystępne słowo, to z góry przepraszam, ale „Prometeusz” naprawdę mnie wkurzył.
Oto jest, wielki powrót Ridleya Scotta, który nagle został okrzyknięty „mistrzem science fiction”, mimo iż z 22-óch wyreżyserowanych dotychczas filmów całe dwa należą do wymienionego gatunku i po prostu traf chciał, że stały się dziejowymi klasykami. Traf też chciał, że pierwszego „Aliena” i „Blade Runnera” Scott kręcił zaraz po sobie na początku swojej kariery, po czym zarzucił sci-fi i próba powrotu do gatunku, a tym bardziej osadzenie nowego filmu w uniwersum „Obcego”, na domiar złego w 3D, z daleka śmierdzi rzucaniem się na łatwy pieniądz. W ten oto sposób reżyser, który od dawna jest już wypalony i nie prezentuje żadnej świeżości dobitnie pokazuje, że już czas na emeryturę.
Wśród ruin różnych dawnych cywilizacji znaleziono rysunki/malowidła/płaskorzeźby, z których naukowcy sobie tylko znanym sposobem odczytali, że obca cywilizacja pozostawiła wskazówki jak znaleźć ich w odmętach wszechświata. Ziemianie wysyłają więc siedemnastoosobową ekspedycję, aby zbadać obecność, a może i nawiązać kontakt z obcą rasą. Po lądowaniu na oddalonej o niezliczoną ilość lat świetlnych planecie zaczynają eksplorację opuszczonych struktur wzniesionych przez obcych.
Fabuła z pozoru nie wydaje się zła, ale w miarę jak film brnie naprzód coraz wyraźniej widać jak kompletnie nieprzemyślany i zwyczajnie źle napisany jest scenariusz. Z początku oczywiście tego nie widać, bo przecież wątki się dopiero otwierają, to im dalej tym w głowie częściej odzywało się „naprawdę?!”. Aż dziw bierze, że Scott, facet z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem filmowym, wziął do ręki ten scenariusz i dał mu zielone światło. Stężenie głupot i dziur fabularnych jest tak wielkie, że przez większość czasu nie mogłem w to uwierzyć. Nie chcę się wdawać w zbyt wiele szczegółów, ale twórcy zwyczajnie robią z widza idiotę. Jakie to wygodne, że lądujemy na obcej planecie i od razu bez żadnych poszukiwań znajdujemy budowle obcych. W skład ekspedycji wchodzi aż 17 osób, naukowców, a każdy z nich to totalny bałwan. Nie wmówicie mi, że na pierwszy kontakt z pozaziemską cywilizacją wysłalibyśmy takich matołów jak nasza ekipa. Bohaterowie nie budzą kompletnie żadnej sympatii, a przez swoją głupotę sprawiają, że po 20-stu minutach mam ich już kompletnie gdzieś i w zasadzie widać, że twórcy przeznaczyli większość załogi na mięso armatnie, więc tylko czekałem aż wreszcie zginą. Dosłownie nie ma tu ani jednej budzącej sympatię postaci, nie ma w ich zachowaniu żadnej logiki. Dlaczego żadna z postaci przed dotknięciem czegokolwiek nie pyta się o pozwolenie, nie czeka na rozkaz? Dlaczego przy badaniu głowy obcego naukowcy uważają, że dobrym pomysłem będzie aby najpierw podłączyć ją do prądu? Dlaczego dwóch członków załogi będąc uwiezionym w bunkrze kosmitów uważa, że jaranie zioła wyjdzie im na dobre? Dlaczego świadomie pakują się w kłopoty prowokując obcego węża? Dlaczego mając zmapowany CAŁY PIEPRZONY TEREN kapitan nie potrafi wyprowadzić dwóch błądzących ludzi z kompleksu?! Jakim cudem Shaw po wpakowaniu sobie 4 PORCI MORFINY w uda i przyjęciu na żywca 15 SZWÓW była w stanie nadal chodzić, a tym bardziej myśleć racjonalnie i podejmować decyzje?! SEKSISTOWSKA MASZYNA CHIRURGICZNA?! SERIO?! TEN FILM SIĘ KUPY NIE TRZYMA! AAAAAAAaaaaaaAAAAA!!!!!1111
Skoro już zahaczyłem o postacie, to powiem z rozpędu o aktorach. Jeśli mam być szczery to „Prometeusz” ma prawdopodobnie najgorzej dobraną obsadę jaką w tym roku było mi dane zobaczyć. Zero większej charyzmy, czy osobowości. Noomi Rapace – kompletnie chybiony wybór, totalnie papierowa kreacja, Charlize Theron jest większym robotem niż android pokładowy grany przez Michaela Fassbendera (niby najjaśniejszy punkt obsady, ale nadal bez rewelacji). Poza tym kompletnym nieporozumieniem jest zatrudnienie Guy’a Pierce’a po to, aby go ucharakteryzować na staruszka. Nie można by zatrudnić normalnego podstarzałego aktora?
Muszę pochwalić film tam gdzie na to zasługuje, czyli w sferze technicznej. Poszczególne kadry i zdjęcia są dopieszczone do granic możliwości i rzeczywiście można powiedzieć, że mają niezły rozmach. Wrażenie przestrzeni jest wyraźne i po akurat nie mam co do tego zarzutów. Efekty specjalne również wyglądały wyjątkowe realistycznie. Scenografia prezentowała się dobrze, chociaż film podobno ma miejsce w uniwersum „Aliena”, a to nie jest tak kolorowe, śliczniutkie i błyszczące jak przedstawia nam „Prometeusz”. Wszystko jest jakieś takie za sterylne, a szczerze wolałbym, żeby efekty wyglądały nawet na nieco tańsze, ale żeby za zaoszczędzone w ten sposób pieniądze zatrudnić lepszych skrypciarzy. Muzyka jest adekwatna do sytuacji, choć raczej skromna i nie pozostająca w pamięci. Oczywiście mankamentem było 3D… którego nie było. W trakcie seansu wielokrotnie zdejmowałem okulary i obraz nie różnił się NICZYM. Niewyraźne i „rozjechane” były tylko napisy, co jest po prostu karygodne.
Wspomniałem o uniwersum „Obcego”, więc muszę się też określi w jednej znaczącej kwestii – nie, nie uważam, aby ten film był prequelem dla kultowej serii. Jest luźno powiązany, ale przepaść między nimi jest ogromna, ale widać, że Ridley Scott chce delikatnie dźgać fanboyów próbując przedstawić, że wydarzenia na Nostromo były następstwem działań naszej niekompetentnej załogi „Prometeusza”. Wiecie co? Mam wrażenie, że Ridley Scott spotkał się na jakiejś reżyserskiej imprezie z Jamesem Cameronem i Georgem Lucasem, którzy powiedzieli, że będą się z niego śmiać i że będzie na tej imprezie samotny jak Christopher Nolan, jeśli nie nakręci blockbustera w 3D, a Scott był słaby i uległ. Ten film jest wręcz OBRAŹLIWIE dziurawy. Mógłbym sobie wytapetować ściany niektórymi ujęciami, ale gdyby Ridley siedział obok mnie w czasie seansu to chętnie bym mu przyłożył w zęby za zaserwowaną historię. Jeszcze o tym nie mówiłem, ale film wlecze się niemiłosiernie – 2 godziny to aż tak znów dużo, ale czuć jakby minęło pół dnia. Brak mi już słów, a tym trudniej mi pisać, że z każdą myślą o tragicznym poziomie tego filmu ręce opadają mi coraz bardziej.
Niektórzy zapewne wytkną mi – „ale Tom, wystawiłeś niższą ocenę niż Niezniszczalnym?!” – tym też oznajmiam, że zrobiłem to z pełną świadomością, bo sprawa z „Niezniszczalnymi” wygląda tak, że nie spodobali się po prostu mi, nie trafiają w mój gust, ale wiem (o czym zresztą pisałem), że jest widownia, do której film przemówi i którzy będą oglądać go ze szczerą przyjemnością. Nie mogę czegoś takiego powiedzieć o „Prometeuszu”. Nie wierzę, że myślący człowiek może przyjąć ewidentne bzdury serwowane przez nowy film Scotta. To po prostu bardzo, ale to bardzo słaby film, przez który ciężko przebrnąć do końca. Film, który powstał tylko dlatego, żeby dorzucić całą masę pieniędzy do pełnego już portfela szanownego Ridleya („mistrza science fiction”). Drodzy czytelnicy – nie dawajmy sobie wciskać byle czego! Nie dajcie sobie wmówić, że ten film jest dobry ze względu na renomę reżysera, efekty i świecidełka. Nie idźcie na ten film. Oszczędzicie pieniądze i czas.
Jeszcze mała ciekawostka na koniec. Śmieszny zbieg okoliczności, ponieważ akurat jestem w trakcie czytania książki „Spotkanie z Ramą” (org. „Rendesvous with Rama”) Arthura C. Clarke’a, która podejmuje niemal identyczny temat do „Prometeusza” z tą różnicą, że historia jest napisana dobrze. Bohaterowie badają dryfujący statek kosmiczny obcej cywilizacji i odkrywają, że to tam stworzono i człowieka w ogóle. Autor dobrze przedstawia psychiczne rozterki astronautów, tego jak się zachowują, gdy nie muszą już domniemać, czy jest Bóg, czy nie, ale mają namacalny dowód co stworzyło człowieka. Do tego książka jest całkowicie poprawna naukowo, to znaczy obowiązuje wszystkie prawa fizyki i jest to nam dobitnie uświadamiane w trakcie lektury, a też dodaje to realizmu. Bardzo dobrze się czyta i polecam lekturę milionkrotnie bardziej seans tego śmiecia, który zasługuje na los podobny do tytułowego mitologicznego boga – przywiązanie do skały i codzienne wydziobywanie wątroby.
Tom Braider
Utwór | Od |
| 1. Inne historie | gaba |
Utwór | Od |
| 1. W bezkresie niedoli | ladyfree |
| 2. było, jest i będzie | ametka |
| 3. O Tobie | ametka |
| 4. Świat wokół nas | karolp |
| 5. Kolekcjonerka (opko) | will |
| 6. alchemik | adolfszulc |
| 7. taka zmiana | adolfszulc |
| 8. T...r | kid_ |
| 9. przyjemność | izasmolarek |
| 10. impresja | izasmolarek |
Utwór | Od |
| 1. Sprzymierzeniec | blackrose |
| 2. Podaruję Ci | litwin |
| 3. test gif | amigo |
| 4. Primavera_AW | annapolis |
| 5. Melancholia_AW | annapolis |
| 6. +++ | soida |
| 7. *** | soida |
| 8. Góry | amigo |
| 9. Guitar | amigo |
| 10. ocean | amigo |
Recenzja | Od |
| 1. Zielona granica | irka |
| 2. Tajemnice Joan | wanilia |
| 3. Twój Vincent | redakcja |
| 4. "Syn Królowej Śniegu": Nietzscheańska tragedia w świecie baśni | blackrose |
| 5. Miasto 44 | annatus |
| 6. "Żywioł. Deepwater Horizon" | annatus |
| 7. O matko! Umrę... | lu |
| 8. Subtelność | lu |
| 9. Mustang | lu |
| 10. Pokój | martaoniszk |
Ogłoszenie | Od |
| 1. Dzień Dziecka w Cinema City | blackrose |
| 2. Życzymy Wam Świąt Wielkanocnych pełnych słońca! | blackrose |